piątek, 9 grudnia 2011

09.12.2011r.

Dziś miałam ostatnią część testów próbnych, czyli język obcy. W moim przypadku był to angielski. Przed egzaminem dobrze wciągnęłam razem z Dawidem i poszło nam dobrze. 
Nadal leżę z gorączką. Chciałam dziś wyjść, ale nie mogę, więc znów przychodzi do mnie D. Czuję się przy nim świetnie. To jest nieogarnięcie zajebiste uczucie mieć kogoś takiego jak on. Tak dobrze się rozumiemy. Lubimy to samo. Robimy to samo. Nie nudzimy się ze sobą. Lubię też to, że obydwoje wciągamy amfę. Razem mamy lepsze jazdy po fecie. Lubię to. Serio.
Muszę ogarnąć swoje włosy, które nie mają ładu ani składu. Muszę ogarnąć mój pokój. Muszę ogarnąć gorączkę, żeby trochę spadła, bo czuję się patologicznie. 
Nie mam siły na napisanie czegoś więcej... Mój mózg wyłączył się po godzinie 16:00 i nawet nie wiem, co mogłabym tutaj jeszcze napisać, bo chyba już opisałam cały swój dzień. Ściema z tym. Jeszcze wiele rzeczy zostało do napisania, ale nie dam rady dzisiaj. Napiszę tu jutro.

czwartek, 8 grudnia 2011

08.12.2011r.

Fatalnie się dziś czuję. I nie wiem czy choroba dopadła mnie fizycznie czy psychicznie. Mam gorączkę, drżę i miałam nawet jakieś omamy. Jest mi strasznie zimno, choć jestem ubrana w sweter i bluzę... Wciągnęłam dzisiaj więcej z nadzieją, że trochę mi przejdzie, ale nic z tego. Muszę faszerować się jakimiś lekami na zbicie temperatury, które i tak nie pomagają. Za pół godziny ma przyjść do mnie Dawid, z którym wczoraj spędziłam świetny wieczór. Teraz już wiem, że COŚ między nami jest, pomimo że nie jesteśmy ze sobą oficjalnie. Dzisiaj pozwolę mojej mamie Go poznać, bo jeszcze nie było takiej okazji. Tylko mamie, bo tato jest w pracy. Wszystko zlewa mi się w jedną całość, nie widzę literek, ale staram się nie robić błędów, żeby dało się to czytać... Może nie powinnam pisać w takim stanie? Ale skoro pisałam dzisiaj próbne egzaminy z gorączką to i tutaj mogę pisać. Zapomniałam (chyba) wczoraj napisać, że mam próbne egzaminy gimnazjalne... Wczoraj było łatwo na części humanistycznej. Dziś przedmioty ścisłe - dałam radę - zarówno na pierwszej części jak i na drugiej. Na pierwszej części ścisłych miałam dużo chemii, na drugiej sama matematyka. Sądzę, że nie było aż tak źle... Nie mam już siły więcej napisać, po za tym za 5min będzie u mnie Dawid, więc muszę się jakoś ogarnąć.

środa, 7 grudnia 2011

07.12.2011r.

Spędzam co raz, to więcej czasu z Dawidem. Chyba się w nim zadłużyłam... Dziwne uczucie, jeszcze nigdy nie czułam czegoś takiego. Teraz chyba wiem czym są "motylki". Wczoraj siedziałam u niego kilka godzin, było świetnie. Film, muzyka i przede wszystkim ON. Nie pomijając oczywiście amfy. Za chwilę znów idę do niego, za parę minut ma być u mnie.
Nadal nie chodzę do klientów. Nie chcę. Mam już tego dość. Ostatnio nie brakuje mi fety, dzięki Dawidowi. Szkoły w dalszym ciągu nie opuszczam, idzie mi na prawdę dobrze. Mama jest zadowolona i dlatego pozwala mi wracać do domu do godziny 23. Ustosunkowałam się do tego - niech myślą, że się zmieniłam. Napisałabym coś jeszcze, ale właśnie napisał do mnie D., że jest już koło mojego domu, więc muszę lecieć. Możliwe, że jak znajdę czas, to napiszę dzisiaj coś jeszcze.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

05.12.2011r.

Brakuje mi czasu. Mam go za mało, zdecydowanie. Jest go mało i szybko ucieka. Przelatuje niczym piasek przez palce. Ale mniejsza... Właśnie uczę się angielskiego i geografii - przyćpana, jak zawsze. Kiedy wciągnę dobrą krechę od razu lepiej mi idzie nauka. Od razu chce mi się uczyć. W szkole wychodzę na dobre stopnie. Na lekcjach siedzę i uważnie słucham. Na dwóch przerwach w ciągu dnia chodzę z Dawidem w nasze tajne miejsce. 
Nie mogłam wczoraj napisać, nie miałam kiedy. Od Dawida wróciłam o 13, a o 15 pojechałam z rodzicami do Dziadków. Dawno ich nie widziałam, a że teraz jestem grzeczną Gosią to chyba będę widywać ich częściej. Sobotni melanż był przedni. Zbliżyłam się do D. Nic nas w sumie nie łączy, ale lubię go. Bardzo go lubię.
Dziś po lekcjach byliśmy na spacerze, na jutro zaprosił mnie do siebie na film. Pierwszy raz lubię kogoś w ten sposób, czuję, że mamy ze sobą wspólnego coś więcej, niż zamiłowanie do fety.
Mam tutaj jeszcze tyle do napisania, ale czas mnie goni, do rana pozostało mi 6h, a oprócz ang. & geo. muszę nauczyć się jeszcze z matematyki, wosu i historii... Czy dam radę?

sobota, 3 grudnia 2011

03.12.2011r.

Postanowiłam napisać teraz, ponieważ później nie będzie mnie w domu. O 18:00 idę na domówkę do Dawida. Ma przyjść po mnie o 17:30. Przed chwilą wciągnęłam, właśnie zaczyna działać. Za chwilę będę miała dobry przypływ energii, więc będę się szykować. Dom już posprzątałam, pomógł mi Troll. Pokłóciłam się z nią i ostro ją wyklęłam, ale mam to w dupie. Po pierwsze - niech się bachor nie udziela, jak nie jest o to proszony. Po drugie - niech robi co ma robić i siedzi cicho. Po trzecie - jest młodsza, więc ma się do mnie dostosować. Czasami najchętniej bym jej tak przyjebała w tę jej piękną twarzyczkę, że żadna operacja by jej nie pomogła, ale wolę powstrzymać się od rękoczynów. 
Schudłam 2kg, ale wciąż ważę za dużo. Od kilku dni nie chodzę do klientów. Nie mogę, nie chcę, nie potrafię. A nawet nie potrzebuję. Wczoraj Dawid dał mi dwie działki, a mam jeszcze trochę swojej kasy, po za tym jutro dostaję kieszonkowe. Och, gdyby moi wspaniali rodzice tylko wiedzieli na co przeznaczam te pieniądze zapewne zamknęliby mnie z zakładzie odwykowym bez możliwości odwiedzin. I oczywiście nie dawaliby mi żadnej kasy. Ale jak na razie o niczym nie wiedzą. Jest dobrze, bo chodzę do szkoły, zbieram dobre oceny, prawdopodobnie zdam do następnej klasy. Powiedziałam mamie nawet o moich planach z liceum - bardzo się ucieszyła. Zgodziła się, żebym tej nocy "spała u koleżanki" - taka jest wersja dla niej. Nie muszą wiedzieć, że będę u kolesia, który ćpa podobnie jak ja i że na tym właśnie będzie polegała impreza, na którą dzisiaj idę. Niech wiedzą, że śpię u przemiłej koleżanki, która świetnie się uczy, że pouczymy się z matematyki, a później obejrzymy komedię romantyczną zajadając się popcornem. Bo w końcu od teraz jestem grzeczna. Zero chłopaków, alkoholu, papierosów, a o narkotykach już nie wspominając. Ja i narkotyki? Och, nie. Skądże znowu? Ja jestem grzeczna Gosia.
Muszę już spadać, bo została mi zaledwie godzina na zrobienie włosów, makijażu i wybraniu ciuchów, zanim przyjdzie Dawid.

piątek, 2 grudnia 2011

02.12.2011r.

Miałam dziś nie pisać, ale piszę. Będę pisać, postaram się pisać. Znów jestem dobrze naćpana, czuję, że już nad tym nie panuję. Czuję, że nie mogę tego robić, ale to mi nie pomaga, bo nadal chcę. Każdego dnia odczuwam nieodpartą chęć wciągnięcia krechy, później drugiej i trzeciej... Ale nie jestem uzależniona. Mogę z tego wyjść kiedy tylko będę chciała. Ale dość tego gadania. W końcu mam weekend. Zero nauki. Dużo fety. Całe dwa dni kompletnego relaksu. Całkowitego odpływu. Odcięcie od rzeczywistości. W tygodniu ćpam, by się uczyć - ćpam w ograniczonych ilościach. W weekend ćpam, by nie ogarniać. Dzisiaj nie kontaktowałam przez kilka godzin, teraz zaczynam. Zaczynam, ale zaraz skończę. Idę dobrze wciągnąć i oderwać się na nowo.
W szkole okay, historyczka wzięła mnie do odpowiedzi. Na szczęście rano po kresce powtórzyłam kilka ostatnich tematów i dostałam +4. Zaczynam być pilna. Zaczynam być ambitna. Zaczynam być systematyczna.
Rozmyślam nad liceum. Wcześniej chciałam iść do szkoły zasadniczej, bądź technikum. Ale teraz odczuwam, że stać mnie na więcej. Odczuwam, że mogę coś osiągnąć. Możemy coś osiągnąć. My - ja i moja przyjaciółka Amfetamina. Nie wiem tylko jaki profil wybrać, ale myślę, że biologiczno-chemiczny, lub humanistyczny z elementami prawa. Jak byłam mała marzyłam by zostać pielęgniarką, albo prawniczką. I będę, bo mogę. Mogę mieć to, na czym mi zależy. Mogę mieć to, czego chcę. Mogę mieć to, czego zapragnę. Mogę wszystko.
Kończę te bzdury, które nie mają ładu i składu. Idę odciąć się od świata realnego. Idę, by nie myśleć o niczym, oprócz niebieskich migdałów.

czwartek, 1 grudnia 2011

01.12.2011r.

Nie napiszę dziś dużo, zaledwie parę zdań. Nie mam czasu, mam tyle do zrobienia! Jutro piszę dwa sprawdziany i trzy kartkówki, muszę to wszystko nadrobić... Ale mam w sobie tyle energii, że uda mi się to wszystko ogarnąć, to pewne!
Dzisiejszy dzień minął mi szybko. Byłam w szkole, w czasie lekcji wyszłam dwa razy, żeby przyćpać. Byłam z Dawidem. Znów wciągałam od niego, powinnam mu się odwdzięczyć, ale nie odczuwam takiego obowiązku. On ma kasę za nic, a ja muszę zarabiać. Zaprosił mnie na sobotę do swojego domu, będą jego znajomi, feta i dobra muza. Okay, idę. Nie wiem tylko gdzie on mieszka, ale ma mi pokazać.
Nauka w nocy mi służy. Napisałam dzisiaj wszystko, co miałam napisać i poszło mi dobrze, na prawdę dobrze. Zjadłam dzisiaj jabłko i mandarynkę. Zrobiłam 230 brzuszków. Nie, nie. 220. A może? Nie wiem, w każdym razie coś ponad 200.
Na tym dzisiaj zakończę, moje najwspanialsze podręczniki mnie wzywają.